Śledztwa

Od wielu lat dokumentujemy sytuację na fermach futrzarskich. W wyniku śledztwa, które przeprowadziliśmy w latach 2014-2015, zdobyliśmy materiał zdjęciowy i filmowy z ponad 40 takich miejsc. Bardzo często konfrontowaliśmy się z widokiem ciał martwych zwierząt – wyrzuconych za mury ferm, leżących pod klatkami i w klatkach z jeszcze żywymi zwierzętami. Na wszystkich spotykaliśmy zwierzęta z objawami stereotypii, które bezcelowo biegały w kółko lub miotały się po klatkach. W wielu miejscach zagęszczenie lisów przekraczało normy dopuszczone prawnie, a zwierzęta nie miały stałego dostępu do wody.

Pod większością klatek piętrzyły się odchody nie odizolowane od podłoża, przez co w czasie opadów spływały na ścieżki. Kilka ferm nielegalnie odprowadzało ścieki za swój teren. Z jednej odchodziła rura, przez którą woda trafiała do lasu. Za inną znajdował się wykopany rów pełen zanieczyszczonej, rdzawej wody.

W kilku obiektach zobaczyliśmy lisy przebywające w klatkach bez zadaszenia, co narażało je na opady atmosferyczne.

Zaobserwowaliśmy też, że pracownicy ferm stosowali przemoc wobec zwierząt, jak miało to miejsce w Giżynie w woj. zachodniopomorskim. Zarejestrowała to inicjatywa BASTA, na której filmie widać mężczyzn uderzających norkami o kant klatek. Z BASTĄ złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury, a w 2016 roku oskarżeni pracownicy zostali skazani na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Ponadto otrzymali karę grzywny w wysokości 1 000 złotych na TOZ i zostali zmuszeni do pokrycia kosztów sprawy.

W październiku 2017 roku pokazaliśmy kolejne nagranie, tym razem z fermy lisów. Był to wynik dwuletniego śledztwa z organizacją Animal Defenders International. Zamontowane ukryte kamery zarejestrowały, jak właściciel wyciągał zwierzęta z klatek, wieszał je na hakach, po czym, przeklinając, wkładał jedną elektrodę w odbyt lub przyczepiał do łapy zwierzęcia, drugą wsadzał w pysk i raził lisa prądem. Nie wszystkie zwierzęta umierały podczas tej procedury. Część z nich budziła się na stercie martwych i jeszcze próbowała uciec.

Na terenie fermy w woj. podlaskim znaleźliśmy lisa z odgryzioną kończyną, po której została biała, wystająca kość. Zwierzę zahaczało nią o pręty klatek. Niestety nie udało się go uratować.

W woj. podkarpackim trafiliśmy na tygodniowe lisie szczenię, które czołgało się pod klatkami na stercie odchodów. Nie miało ogona, w którego miejscu znajdowała się spora zarobaczona rana. Prawdopodobnie wypadło przez szpary w kracie, na której zwierzęta na fermach spędzają całe życie. Lisiczkę odchowaliśmy, daliśmy jej na imię Monika i przewieźliśmy do azylu dla lisów w Krakowie.

Uratowaliśmy też lisy z nielegalnej fermy w woj. świętokrzyskim. Zwierzęta karmiono całymi kurczakami, zalegającymi w klatkach przez miesiące. Wszędzie pełno było kości, piór i zgniłego mięsa. Lisy nie miały stałego dostępu do wody. Niektóre były poważnie chore i wymagały natychmiastowej pomocy. Udało nam się odebrać 5 zwierząt w najgorszym stanie. Wszystkie miały zdeformowane łapy, jeden krwawiące, bardzo zarobaczone rany w miejscu ogona i na tylnej łapie. Ze względu na stan trzeba było go uśpić. Pozostałe zamieszkały w lisim azylu w schronisku w Korabiewicach.

ul. Kawęczyńska 16 lok 39

03-772 Warszawa

antyfutro@viva.org.pl

6 + 6 =